Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

... klasztor św. Katarzyny na Synaju

wtorek, 16 lutego 2010 14:46

          Jest to najstarszy klasztor chrześcijański w Egipcie.  Należy do prawosławnych Greków. Początki Klasztoru św. Katarzyny sięgają 337 roku naszej ery. Wtedy bizantyjska cesarzowa nakazała wznieść kaplicę wokół domniemanego krzewu gorejącego. Krzew ten już wcześniej przyciągał pustelników i pielgrzymów. Teraz przyciąga także turystów.
          W VI  wieku, dzięki staraniom cesarza Justyniana kaplica przekształciła się w klasztor.

         



       

 


         Z komentarza do tekstu o wycieczce na Górę Mojżesza dowiedziałam się:

        Wedle naukowych doniesień ta góra nie jest Mojżeszowa, tak więc wcale się nie dziwię, że nie doznałaś żadnej duchowości. Choć zdania naukowców są jednak podzielone. Według znawców Biblii Górą Synaj jest góra Dżabal Sirbal na wschód od Klasztoru Św. Katarzyny i na południe od Oazy Firan. Jaka jest prawda tego jeszcze nikt na 100 % nie udowodnił.
No, ale niestety komercja i chęć zysku zabija wszelką duchowość, niezależnie jakie by to miejsce miało znaczenie religijne.
Zwiedzenie Klasztoru jak najbardziej polecam, piękne miejsce. Pozdrawiam :) Aneta
          Niezależnie od naukowców, Beduini, którzy osiedlili się w Oazie Firan, utożsamiają Dżabal Sirbal z  biblijną górą Horeb, gdzie Bóg z ognistego krzewu wzywał Mojżesza do wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej.

          Inny komentator dzieli się własnymi wrażeniami z wycieczki i poddaje pod rozwagę zwiedzanie klasztoru św. Katarzyny bez wspinaczki na Górę Mojżesza.

         Miałem tę przyjemność podróży na górę Mojżesza. Czy warto? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. W sumie nie żałuję. Wszedłem, zobaczyłem piękne widowisko w stylu "góry malowane słońcem" (nie dałem się zepchnąć ;). Miejsce warte zobaczenie, ale nie za wszelką cenę.
Podróż na górę to wytężona uwaga żeby wielbłąd nie nadepnął na nogę, albo co gorzej nie zepchnął ze ścieżki w dół, przeplatane ze zwiększonym wytężaniem wzroku by nie wdepnąć w wielbłądzie odchody. Na górze faktycznie zamiast zadumy komercja. Wynajęcie koców i sprzedaż ciepłych napojów to jedna z głównych czynności. Schodziłem drogą krótszą tzw. pokutną. Efektem był ból łydek przez kilka dni i uśmiech na twarzy przy wspominaniu widoków z tej drogi. Jak już się ktoś zdecyduje na górę to polecam tę trasę.
          Reasumując,  to warto rozważyć zwiedzenie klasztoru św.Katarzyny bez wchodzenia na górę. Duch

          Trzeba tylko pamiętać,  że w czasie świąt religijnych klasztor jest zamykany przed zwiedzającymi. Biura podróży organizujące wycieczki często udają, że o tym nie wiedziały i okazują wielkie zdziwienie po zawiezieniu tam turystów:
- och, ech, ach... oj! oj! ojojoj! Nikt nas nie powiadomił, że jest jakieś święto i klasztoru państwo nie zwiedzą. Cóż za pech.
Jeśli trafi się dobry pilot wycieczki,  to chociaż opowie o tym, co można  dowiedzieć się z książek, siedząc w domu.




komentarze (33) | dodaj komentarz

... wycieczka na Górę Mojżesza

sobota, 06 lutego 2010 11:35
      
       Wycieczkę na Górę Mojżesza 
rozpoczyna się o drugiej w nocy, by zdążyć przed wschodem słońca. Każdy chce zobaczyć pierwsze jego promienie. Trzeba spieszyć się, aby zająć odpowiednie miejsce widokowe. Trwa więc na tej świętej górze swego rodzaju walka o każdy najlepszy centymetr widokowego miejsca. Nie uda się tam pobyć w ciszy, skupieniu, zadumie i samotności. Setki osób. Z plecakami, kamerami, aparatami fotograficznymi, walkmenami nawet, niektórzy także z Biblią. Nikt z turystów bawiących na Synaju, tych, którzy zdali się na ofertę turystycznego przemysłu, jednak chyba nie idzie tam dla modlitwy i pokuty. A jeśli nawet, to jego modlitwa nijak się ma do „niepokutnego" zachowania.
        Ponad trzy tysiące stopni, które kiedyś wykuł mnich, jako rodzaj pokuty, z pewnością nie miało być ścieżką turystów pędzących po ... sfilmowanie wschodu słońca. Wspinaczka trwa niecałe trzy godziny. Powolniejsi potrzebują trzydzieści minut więcej. Odbywa się wśród krzyków sprzedawców coca-coli i żwawo wspinających się po lepsze miejsce na szczycie, taranujących i spychających ze skalnych stopni  innych turystów. Im wyżej, tym bardziej stromo, tym większe zmęczenie i wyższa cena coli. Na samym szczycie jest zimno, więc kwitnie „ocieplający" biznes. Zmarzniętych otulą kocem, a zmęczonym podścielą matę, by usiedli i odpoczęli.
        A kiedy już wschodzi słońce, niektórzy turyści zaczynają śpiewać swoje hymny. Grupa polska intonuje religijną pieśń „Kiedy ranne wstają zorze". Jestem zdziwiona, że w tym turystycznym „show" potrafią dopatrzyć się duchowości do tego stopnia, że aż wyzwala to chęć śpiewu religijnej pieśni. Choć wiem, że górę tę utożsamia się z miejscem biblijnym, w którym Mojżesz otrzymał od Boga tablice z Dekalogiem, zaś szczyt góry miał być miejscem oddawania czci Bogu, to w żadnej mierze wycieczki tej nie udało mi się podnieść do rangi wielkiego duchowego przeżycia. Krajobrazowo także nic szczególnego. Po pierwsze - wyprawa jest w nocy, a zatem widoków nie ma, zaś wschodu słońca  ani panoramy  w świetle jego promieni  nie zobaczyłam, brutalnie zepchnięta przez turystę z kamerą, nazywającego siebie pielgrzymem. Zanim pozbierałam obolałe kości, już trzeba było schodzić, zaś śpiewane różne hymny... głośne modlitwy... pieśni na cześć... w zderzeniu z panującą atmosferą przepychanek i handlu ... zniesmaczyły mnie po prostu. Może dlatego, że wolałabym być w otoczeniu ludzi wsłuchujących się w swoje własne myśli i umożliwiających to samo innym czynić? A może po prostu nieładnie brzmią nakładające się na siebie hymny narodowe wyśpiewywane na zasadzie przekrzyczenia wycieczkowiczów innej narodowości? A może dlatego, że głośne - jakby na pokaz - modlitwy w różnych językach, trudno było odebrać z należnym modlitwie szacunkiem?
        Wyrażanie zachwytu wschodem słońca, czy okazywanie radości na widok jego pierwszych promieni w różnonarodowej i wielokultulorowej grupie mogło by być jakieś... inne... Tylko jakie? Może w sposób jednakowy dla wszystkich? Choćby nawet oklaski, które zachwyt na całym świecie wyrażają? A może raczej cisza, bo jednak przybywają tu także prawdziwi pielgrzymi!

       Choć niektórzy mawiają,  że na Górze Mojżesza o wschodzie czują, jakby rodził się świat,  jest to jedyna wycieczka, której ja miło nie zapamiętałam. Mam jednak nadzieję, że moje wspomnienie jest incydentalne. Tak może trafiłam pechowo?

A może dla mnie po prostu... świat rodził się  w bólu... moich licznych potłuczeń?
Cóż... wszystko przecież rodzi się w bólu...


Rady:

- Warto zabrać ciepłe ubranie (niezależnie od pory roku na szczycie góry jest zimno) i wygodne buty.

- Do zwiedzania klasztoru św. Katarzyny konieczny jest odpowiedni ubiór (zakryte ramiona i nogi).

- Nie wybierać się w okresach turystycznych szczytów i jeśli jest możliwość, to spróbować na własną rękę,  a nie z wycieczką zorganizowaną.

- W  klasztorze św. Katarzyny, znajdującym się u stóp góry, można przenocować. Może więc lepszą  byłaby wyprawa z noclegiem?



komentarze (16) | dodaj komentarz

...baśniowe Sharm El Sheikh. Nie tylko pozory.

czwartek, 21 stycznia 2010 14:22

Poprzednie teksty o Sharm El Sheikh  tutaj i tutaj  

 

       Chociaż Sharm El Sheikh  (Egipt, pólwysep Synaj) uchodzi za plastikowe miejsce pozorów, jest niewątpliwie niezwykłym osiągnięciem turystycznym. Jak już wcześniej pisałam, wszystko tutaj jest przygotowane na przyjęcie turystów, a kurort chyba projektował przybysz z baśni tysiąca i jednej nocy, w dodatku znawca psychiki i potrzeb turystów. Ludzka natura już taka jest, że uwielbia baśnie i pozory, a cieszące się popularnością Sharm jest tego dowodem.  Zapewnia turystom wygodę i relaks ze wszystkimi wynalazkami światowych dobrodziejstw,  a jednocześnie pozwala posmakować egzotyki, choć czasami jest ona wyreżyserowana na potrzeby przemysłu turystycznego.  W połączeniu z prawdą: morze, słońce, rafy, pustynia, to jest chyba to, czego turysta potrzebuje. Sporo osób lubi  poznawać regionalne klimaty, podziwiać naturę, ale mało kto chciałby smakować to wszystko mieszkając w lepiance nad Nilem, albo razem z kozą na dachu niedokończonego budynku w centrum dzielnicy arabskiej. Dla takich turystów właśnie stworzono Sharm - kurort wielu pozorów, baśni i mitów, gdzie nic nie jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka.

Nawet Szarm al - Maja (potocznie:Old Market), czyli pierwotna część miasta, gdzie istnieje niewidzialna granica pomiędzy tym, co na „sprzedaż", a prawdziwym życiem ludności - przeważnie pracowników hoteli i sklepów, a także robotników. W  ich prawdziwe życie żaden turysta nie jest w stanie wtargnąć, zintegrować się i wtopić będąc niezauważonym. Nazwałabym to... Mentalnym terytorium, na które obcy nie ma wstępu. Mimo to, warto wyruszyć poza enklawy hotelowe. Chociażby na herbatkę do „Nibybeduina", który opowie o wędrownym życiu, o odwiecznym prawie pustyni, czyli nakazie gościnności, a po naszym odejściu przebierze się w „cywilne" ubranie i pomknie do hotelu, w którym pracuje.

       Można też pospacerować uliczkami, na których toczy się prawdziwe życie. Poznać piekarza, fryzjera, szewca... Uroczo jest w nocy, kiedy taksówkami i ostatnimi busami odjadą już tłumy turystów, sklepikarze nastawieni na turystykę pozasłaniają swoje błyszczące witryny i udadzą się do knajpki, by zapalić fajkę wodną. Wtedy można w zupełnie innym nastroju i klimacie napić się miętowej herbaty, siedząc - jak wszyscy tam, przodem do ulicy i chłonąć jej unikalny klimat.

 

Sharm. Old Market

 


      Szczególnym miejscem jest knajpka Sadiki na Hadabie z widokiem na morze i rozgwieżdżone niebo. Także Alf Laila wa Laila, która nazywana jest Fantazją. Bardzo kiczowata za dnia, rzekłabym, ale nocą przeistacza się w sympatyczne, nastrojowo oświetlone miejsce. Pokazy tańców, które się tam odbywają są na wysokim poziomie i choć raz warto jej obejrzeć.

       Uroczy także jest spacer na latarnię morską. Pilnuje jej dziadek, który za bakszysz pozwoli wejść, by zobaczyć z góry klif Ras Om El Sid. Najlepiej uczynić to o zachodzie słońca.  Latarnia w Sharm nie jest w żadnej mierze tak potężna i piękna, jak latarnia morska na Faros, ogłoszona siódmym cudem świata, ale niezapomniany widok gwarantowany.

Zdjęcia. Sharm - Naama Bay

27 stycznia 2010.

autor: Duch. Ja Sharm El Sheikh kojarzę raczej z pięknymi rafami koralowymi. Każdy jedzie tam po coś innego. Ale to jest takie miejsce, że można ponurkować, poopalać się, zapalić sziszę, wejść na górę Synaj itd.
Mimo, że to nie jest taki tradycyjny Egipt to każdy znajdzie coś dla siebie.
Hm, cały czas nurtuje mnie, dlaczego w knajpach siedzi się przodem do ulicy?


autor: Aneta. Sharm jest dość specyficzne, daleko mu do uroku typowo arabskich miast. Old Market też się zmienił. Jest już bardzo komercyjny z chińską tandetą. Wszystko jednak rekompensują bajeczne rafy. Zwiedzać też jest co. Ja jednak wolę Hurghadę jako miasto. Postaram się dowiedzieć o co chodzi z tymi knajpkami :)

autor: Aneta. Z knajpkami to jest na zasadzie kina, tyłem do ulicy nic nie widać. Znaczy siedzą i oglądają. Taką dostałam odpowiedź. Chyba o to chodzi.

komentarze (36) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Blog interaktywny. Zachęcam do komentowania, zapraszam ponownie.

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 81373

Wizytówka


Witam serdecznie. Mam nadzieję, że czas spędzony tutaj nie będzie daremnie stracony, Ela

Strona chyba najlepiej działa w przeglądarce Firefox.

O blogu: Podróż - pierwszy krok do fascynacji. *Retrospektywne spojrzenie na Egipt oraz *Tunezja marzeń - wyruszajmy moja Siostro.

„Lepiej niż woda i piwo, lepiej niż dym kadzidła w..świątyni i kaczki w..sitowiu Wielkiej Rzeki oddaję treść życia w..Egipcie, gdzie nic się nie zmienia z upływem czasu, lecz wszystko zostaje po..staremu." /Mika Waltari/


     Zapraszam także
     na swoje opowiastki
     w cieple kominka

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 19.03.2010 23:38:29
  • autor: hurghada35
  • treść: Wspaniałe zdjęcia :)...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Kalendarz publikacji

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Statystyki

Odwiedziny: 81382
Wpisy
  • liczba: 118
  • komentarze: 1147
Galerie
  • liczba zdjęć: 112
  • komentarze: 157
Księga gości: 63
Bloog istnieje od: 776 dni


od 27 XI 2009

Nie da się zdefiniować tego, co nas porusza, co odczuwamy jako piękno i..czy to jest szczęście. Każdy człowiek odbiera je..inaczej. To, co nas porusza do głębi, jest wprawdzie osobiste, ale nie zawsze prywatne. Prawdziwa radość jest wtedy, gdy nie ukrywamy radości i szczęścia, lecz pokazujemy je światu i dzielimy się tym z innymi.

Lektura wspomnień podróżników uświadamia,
że darem ludzi jest umiejętność dostrzegania piękna świata. Interesujące może być wszystko: krajobraz, drzwi, człowiek, zapach, sposób zorganizowania wycieczki, słońce, krzew, ruiny (nie da się wszystkiego wymienić).
Uzbierało się dużo też moich spostrzeżeń i wspomnień. Szkoda, żeby zakopały się w przepastnych archiwach pamięci. Myślę, że warto je pozbierać, by powstał i mój mały "plecak z przygodami".
Widuję często na różnych szlakach młodych ludzi. Myślę sobie: jednak chcą, jednak potrafią wyrwać się
z murów miasta, zacienionych ogrodów hotelowych
i wyruszyć na spotkanie fascynującej przygodzie.
Rzecz w tym, by ludzie, którzy odnaleźli pomysł na zwiedzanie, doświadczyli go na własnej skórze, chcieli swoimi doświadczeniami podzielić się ze wszystkimi ciekawskimi świata.
O podróżach pisze się najlepiej, bo zawsze są ciekawe.
Nie ma dwóch identycznych dusz na tym świecie.
Ktoś ze zdwojoną siłą odczuwa zapachy, inny widzi barwy, a jeszcze ktoś inny kształty.

Ale wszyscy tak samo kochają podróże
i potrafią czerpać z nich radość życia.

Linki

Filmiki

Lista tematów - EGIPT

Lista tematów - TUNEZJA

Lista tematów - WSPÓLNE

Znajomi blogujący

I nie potrafię naprawdę powiedzieć, co w tej całej podróży było prawdą, a..co..fikcją, pozorem, bajką. Jak sen upłynęły te..dni i szybko jak mgnienie przeminęły i..już..ich nie ma.

Cytaty w tekstach o Egipcie pochodzą z powieści 'Egipcjanin Sinuhe' Miki Waltariego. „Tęsknię do woni smażonych ryb. Tęsknię do smaku egipskiego wina, tęsknię do wody z..Nilu z..jej zapachem żyznego mułu. Tęsknię za poszumem papirusowej trzciny w wieczornym wietrze, za kielichem lotosu, rozwijającym się nad brzegiem rzeki, za..barwnymi kolumnami i..posągami, za..obrazkowym pismem w..świątyni i za wonią świętego kadzidła. Tak...głupie  jest  moje  serce” ____________ Pod słowami Egipcjanina Sinuhe podpisuje się Ela