Rady:
- Warto zabrać ciepłe ubranie (niezależnie od pory roku na szczycie góry jest zimno) i wygodne buty.
- Do zwiedzania klasztoru św. Katarzyny konieczny jest odpowiedni ubiór (zakryte ramiona i nogi).
- Nie wybierać się w okresach turystycznych szczytów i jeśli jest możliwość, to spróbować na własną rękę, a nie z wycieczką zorganizowaną.
- W klasztorze św. Katarzyny, znajdującym się u stóp góry, można przenocować. Może więc lepszą byłaby wyprawa z noclegiem?
Poprzednie teksty o Sharm El Sheikh tutaj i tutaj
Chociaż Sharm El Sheikh (Egipt, pólwysep Synaj) uchodzi za plastikowe miejsce pozorów, jest niewątpliwie niezwykłym osiągnięciem turystycznym. Jak już wcześniej pisałam, wszystko tutaj jest przygotowane na przyjęcie turystów, a kurort chyba projektował przybysz z baśni tysiąca i jednej nocy, w dodatku znawca psychiki i potrzeb turystów. Ludzka natura już taka jest, że uwielbia baśnie i pozory, a cieszące się popularnością Sharm jest tego dowodem. Zapewnia turystom wygodę i relaks ze wszystkimi wynalazkami światowych dobrodziejstw, a jednocześnie pozwala posmakować egzotyki, choć czasami jest ona wyreżyserowana na potrzeby przemysłu turystycznego. W połączeniu z prawdą: morze, słońce, rafy, pustynia, to jest chyba to, czego turysta potrzebuje. Sporo osób lubi poznawać regionalne klimaty, podziwiać naturę, ale mało kto chciałby smakować to wszystko mieszkając w lepiance nad Nilem, albo razem z kozą na dachu niedokończonego budynku w centrum dzielnicy arabskiej. Dla takich turystów właśnie stworzono Sharm - kurort wielu pozorów, baśni i mitów, gdzie nic nie jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka.
Nawet Szarm al - Maja (potocznie:Old Market), czyli pierwotna część miasta, gdzie istnieje niewidzialna granica pomiędzy tym, co na „sprzedaż", a prawdziwym życiem ludności - przeważnie pracowników hoteli i sklepów, a także robotników. W ich prawdziwe życie żaden turysta nie jest w stanie wtargnąć, zintegrować się i wtopić będąc niezauważonym. Nazwałabym to... Mentalnym terytorium, na które obcy nie ma wstępu. Mimo to, warto wyruszyć poza enklawy hotelowe. Chociażby na herbatkę do „Nibybeduina", który opowie o wędrownym życiu, o odwiecznym prawie pustyni, czyli nakazie gościnności, a po naszym odejściu przebierze się w „cywilne" ubranie i pomknie do hotelu, w którym pracuje.
Można też pospacerować uliczkami, na których toczy się prawdziwe życie. Poznać piekarza, fryzjera, szewca... Uroczo jest w nocy, kiedy taksówkami i ostatnimi busami odjadą już tłumy turystów, sklepikarze nastawieni na turystykę pozasłaniają swoje błyszczące witryny i udadzą się do knajpki, by zapalić fajkę wodną. Wtedy można w zupełnie innym nastroju i klimacie napić się miętowej herbaty, siedząc - jak wszyscy tam, przodem do ulicy i chłonąć jej unikalny klimat.
Sharm. Old Market
Szczególnym miejscem jest knajpka Sadiki na Hadabie z widokiem na morze i rozgwieżdżone niebo. Także Alf Laila wa Laila, która nazywana jest Fantazją. Bardzo kiczowata za dnia, rzekłabym, ale nocą przeistacza się w sympatyczne, nastrojowo oświetlone miejsce. Pokazy tańców, które się tam odbywają są na wysokim poziomie i choć raz warto jej obejrzeć.
Uroczy także jest spacer na latarnię morską. Pilnuje jej dziadek, który za bakszysz pozwoli wejść, by zobaczyć z góry klif Ras Om El Sid. Najlepiej uczynić to o zachodzie słońca. Latarnia w Sharm nie jest w żadnej mierze tak potężna i piękna, jak latarnia morska na Faros, ogłoszona siódmym cudem świata, ale niezapomniany widok gwarantowany.
27 stycznia 2010.


Tak, w roku 1960 wiele państw afrykańskich uzyskało niepodległość, lecz smutne jest to, że w wielu z nich toczyły lub toczą się bratobójcze walki. Autor: tomaszkargul
Oby ten rok był lepszy dla Afryki, bo ostatnie pełne były wojen, zamieszek i głodu, zarówno w czarnej, jak i arabskiej części kontynentu. Autor: Nola
Widziałam w nocy straszny film o dzieciach Afryki, które są przemocą mobilizowane do wojska. Po prostu straszne. Byłam wstrząśnięta. Głód i okropna nędza to jeden z głównych powodów, dla których dzieciaki wstępują do oddziałów zbrojnych i zamieniają się w morderców. Autor: pleciugapleciugowska
Kiedy tak przystrajam mieszkanie i zastanawiam się, jakie prezenty przygotować pod choinkę, tak sobie myślę, czy zwykły człowiek jest w stanie pomóc chociaż na małą skalę, skoro wielcy tego świata nie dają rady, czy może nie chcą rozwiązać problemu globalnie?
Można przekazać złotówkę tu... Czy tam... Zanim ta złotówka zamieni się jednak w łyżkę kaszy, przejdzie przez tyle kont bankowych, że po drodze może zrobić się z niej grosik. I czy w ogóle to rozwiązuje problem, czy tylko poprawia samopoczucie, że z okazji świąt zrobiło się coś dobrego?
Tak było... i tak jest.









Kiedy tak sobie chodzę po tym holu dookoła i fotografuję, odkrywając coraz to nowe detale ozdabiające wnętrze, niespodziewanie w kadrze wyłania się mężczyzna ubrany jedynie w... ręcznik! Traktuję to zdjęcie jako osobliwą 'ciekawostkę' - zderzenie lśniącej elegancji reprezentacyjnego miejsca z błyszczącym - naoliwionym nagim torsem i męskością nakrytą ręcznikiem zawiązanym pod brzuchem. Niektóre panie nawet do recepcji i kantoru wymiany walut udają się w bikini, choć drogę z plaży do tych miejsc wprost zagradzają prysznice, umywalnie i przebieralnia oraz takie oto toalety:

Pomimo sułtańskiego - marmurowego bogactwa i personelu hotelowego pod krawatem, dzięki tym turystom rzucającym się w oczy, atmosfera zdaje się być swojsko - sielska, jak przed domkiem z dykty na wczasach FWP.
Kończę ten 'wątek toaletowy', bo to nieładnie zwracać uwagę na innych i obgadywać. To wakacje przecież!

hol przy recepcji
okrągłe łóżko marmurowe
apartament

Zarówno mnie, jak i moją siostrę zadawala zwyczajne łóżko w pojedynczym pokoju z łazienką. Apartament więc wykorzystujemy tylko do zdjęcia. Odwdzięczając się przemiłej pani pokojowej, za trud otwarcia i pokazania pomieszczeń, bakszyszem, dziękujemy i udajemy się do "siebie". Tu czujemy się lepiej. Po co zresztą udawać kogoś, kim się nie jest i uchodzić w oczach pracowników hotelu za osoby zamożne.

Pokój jest świeżo wyremontowany i czysty. Pan pokojowy szanuje naszą prośbę, by prześcieradła i narzuty nie zaciągać pod materac. Za dużo trudu sprawia potem wyciąganie /ech... to lenistwo na wakacjach.../ Chyba mu nawet to na rękę. Ma mniej roboty.
Nie wymagamy zresztą zbytniej troski o nasz pokój i zwykle na klamce wieszamy tabliczkę "STOP". Czasami zapominamy to uczynić, a wtedy dowcipny pan pokojowy, po uprzednim wysprzątaniu pokoju i zasłaniu łóżek po swojemu, w rewanżu sam wywiesza "stopa" i zza filaru obserwuje naszą reakcję, gdy wracamy z plaży. Widząc rozbawienie i słysząc głośny śmiech, ujawnia się i radośnie okazuje zadowolenie ze swojego żartu.

Na forach turystycznych poszukiwane są informacje o hotelach. Szczególnie osoby wybierające się na urlop z dziećmi starannie wybierają miejsce wakacyjnego pobytu. Otóż ja tego hotelu nie polecam dla rodzin z dziećmi. Brak jest placu zabaw, zjeżdżalni, huśtawek. Zbyt długi odstęp czasu między śniadaniem i obiadokolacją, która rozpoczyna się dopiero o godzinie 19:00. Według mojej oceny jedzenie jest bardzo dobre, ale osoby z dziećmi skarżyły się, że dla ich milusińskich nie ma specjalnego wyboru, za przykład podając brak frytek /ziemniaki serwowano co najmniej w 4 postaciach, z wyjątkiem frytek/ i pizzy. Mnie się wydawało, że i dla dzieciaczków jest co wybrać z bufetu, ale zapomniałam, że to frytki i pizza bywają obecnie podstawą dziecinnej diety.
Kto lubi urlopować zimą, albo woda w basenie i morzu okaże się zbyt chłodna dla dzieci, nie znajdzie tutaj krytego basenu.
W ramach "room serwice 24/24" można zamówić między innymi: sandwich z serem lub roasbeef za 7,000 dinarów; omlet - 8,000 dinarów; spaghetii bolognaise - 9,500; spaghetti napolitaine - 8,500; kurczak z sosem z szalotek i grzybów z dodatkiem białego wina (Poulet Sauce Chasseur) - 10,500; kawa cappucini - 2,500; kawa express - 2,200; sok ze świeżej pomarańczy - 6,000; herbata - 2,000; coca, woda mineralna, schweppes - 2,200; coca light, woda mineralna gazowana - 2,500; piwo Celtia - 4,000; różne drinki - w cenie od 4,000 do 6,000 dinarów.; lody - 4,000. Trzy miejsca po przecinku dlatego, że dinar ma tysiąc "groszy". Często w cennikach brak jest przecinka, więc nie należy zrażać się, że cena czegokolwiek wynosi tysiące dinarów.
Na przykład 2 500, to dwa i pół dinara.
Dla porównania ceny w Magasin General - sklepie przypominającym nasz samoobsługowy PSS, obowiązujące od 25 czerwca do 12 lipca 2009: półtoralitrowa woda mineralna - od 0,310 do 0,450; nektary po 1,520; soki w kartonach jednolitrowych - 0,895; cola w puszce - 0,430, napoje cytrynowe i pomarańczowe w puszkach - 0,490.

Gdybym miała ocenić "Hannibala" jednym zdaniem, to powiedziałabym, że największym jego atutem jest rewelacyjne położenie, łączące relaksową sielankę, wprost ciszę i święty spokój, z morzem, portem jachtowym i tętniącym turystycznym życiem Port El Kantaoui. Nie wyobrażam sobie wygodniej położonego hotelu.
Na blogu Wędrownej Mrówki ukazał się ciekawy tekst o zemście faraona ...inaczej. Polecam wszystkim zainteresowanym: Zemsta-Faraona.Cytuję fragment z blogu Bet:
''Z rozkosznie zimnego autokaru wychodzimy na rozpaloną słońcem płytę parkingu nieopodal Świątyni Karnak. Żar leje się z nieba, asfalt parzy w stopy ale... jest twardy, nie lepi się i nie rozlewa tak jak nasz, europejski. Notuję to spostrzeżenie w pamięci i wyruszam na spotkanie z wiekowymi posągami.
Fragmenty murów świątyni pokryte plątaniną hieroglifów, niektóre zachowały autentyczne barwy, można dotykać i przytulać się do tych, magicznych przecież , kamieni... Pamiętają one dotyk rąk Starożytnych Egipcjan, a teraz dotykam ich ja.... chcę zadumać się i przenieść w wyobraźni w tamte czasy... ale jak można się skupić, gdy wciąż obok przechodzą kolejne grupy różnojęzycznych, hałaśliwych turystów. Uwaga musi się skoncentrować na Osobie Przewodnika, aby się nie zgubić w tłumie. Nawet zdjęcie trudno wykonać, bo atrakcyjne budowle nigdy nie są wolne od podziwiających je ludzi !!! Jak tu pogadać z duchami starożytnych ? Rozpaczliwie szukam nadziei u Świętego Skarabeusza. Mam mu do przekazana poważne ostrzeżenie z powodu nie spełniających się za jego pośrednictwem życzeń. Posłusznie wędruję wokół posągu, wymagane 7 razy. Ale już nie mam sumienia robić mu wyrzutów, bo widzę tłumy podobnych do mnie ''petentów'' i już wiem , że Biedak po prostu ''nie wyrabia'' ! Za dużo... za kolorowo... za bardzo różnojęzycznie...
Widać, jak mu smutno ...
Jedziemy dalej. Przed nami wzgórza świątynne Al-Deir Al-Bahari Temple.
Monumentalna budowla, kolumny i posągi - ale dostępu do niej bronią rozchichotani i nachalnie domagający się pozowania do foto, strażnicy. Irytujące. Nie sposób spokojnie pooglądać, pomyśleć... bo ktoś ciągnie cię za rękę domagając się... oczywiście bakszyszu... Trzeba ruszać dalej....
Przed nami Dolina Królów... Tu na pewno znajdę spokój i okazję do kontemplacji... Ach, próżne nadzieje. Wita nas groźny napis informujący o zakazie fotografowania! Można wejść do grobowców i pooglądać ściany ozdobione hieroglifami oraz miejsce gdzie leżały Mumie. Czasu mamy dość, nie ma tu tłumu turystów ale... atmosfery dawnych wieków nie czuję... co jest ??? Zemsta Faraonów? Perfidna kara za zakłócenie spokoju i wtargnięcie na teren Wiecznego Spoczynku ???
Taka teoria wykluwa się w mojej głowie... Już wiem, że prawdziwa Zemsta Faraona nie ma nic wspólnego z chorobą żołądka. To choroba duszy, której nie pozwolono poczuć klimatu minionych wieków...''
Zupełnie zgadzam się z autorką i jej nowatorskim podejściem do choroby zwanej zemstą faraona.
To bardzo trafne spostrzeżenie. Pozwolę sobie ustosunkować się do odkrycia Bet.
Na wycieczce trudno jest skupić się, zadumać...
Dlatego 'plecakowicze' lubią zwiedzanie na własną rękę, sprytnie omijając liczne grupy zorganizowane. Dzięki temu nie tylko patrzą, ale widzą i mają sposobność do przeżywania.
Ale nie o tym chcę napisać, bo każdy zwiedza, jak możliwości mu na to pozwalają.
Otóż bulwersuje mnie kwestia ochrony skarbów starożytnej cywilizacji, a wręcz ich niszczenie.
Wydaje mi się, że Egipcjanie mało dbają o swoje dobra kultury narodowej, stawiając na wielki przemysł turystyczny, który swym rozmachem tratuje ocalałe resztki świątyń i grobowców.
Muzeum kairskie jest bez klimatyzacji - eksponaty ulęgają niszczeniu. (Jeśli coś się w tej kwestii zmieniło. to proszę o sprostowanie).
Piramidy w Gizie i Sakkarze - to jeden wielki szalet ogólnoświatowy! Nie wspomnę o tym, że z zewnętrznych płyt piramidy ułożono drogę.
Dolina Królów - zadeptana przez miliony turystów, a grobowce, pomimo zakazów i tak są wewnątrz fotografowane i naświetlane setkami fleszy. Przecież za dolara można wszystko!!!
Tama Asuańska, to chyba największa inżynierska pomyłka.
Nil stał się jednym wielkim ściekiem - drogą dla przemierzających go nieustannie statków - hoteli. W rzece jest dosłownie wszystko. Tylko krokodyli brak (podobno są dwa w delcie Nilu).
W okolicach Hurghady już prawie nie ma raf koralowych. Wyginęły zniszczone przez masowy przemysł nurkowy i ścieki hotelowe.
Czy egipscy decydenci tego nie widzą? Dlaczego światowe organizacje nie ingerują? Przecież to wszystko należy także do Świata! Nie tylko do Egiptu!
Przewodniczka mówiła, jakie ogromne zbiory niszczeją w przepastnych piwnicach kairskiego muzeum, zamulanych przez wody Nilu oraz wodę gruntową, której poziom podniósł się po wybudowaniu wielkiej tamy asuańskiej. Potrzeba archeologów, aby znowu te skarby odzyskać i oczyścić, a także egiptologów, by je zinwentaryzować i opisać. Nie ma ich, czy świat się po prostu tym nie interesuje? Rozumiem, że bardziej widowiskowe i prestiżowe jest odkrycie w pełnym słońcu czegoś nowego, a nie babranie się w błocie w piwnicy, ale... O co tu chodzi? Nikomu na świecie na tym nie zależy? Brak jest studentów archeologii i egiptologii na praktyki do piwnicy?
- takim zapytaniem Bet kończy swoją relację z podróży do Egiptu.
Ja odczytuję to jako wielkie wołanie do świata
i przyłączam się do chóru bijących na alarm!
W nagrodę za wczesne pobudki, na plaży otrzymuję dar ciszy i spokoju. Budzące się ze snu słońce rzuca na taflę morza oślepiający blask. Nie widać horyzontu, tylko bezkres w niekończącej się bieli... O poranku ani morze, ani palmy, ani wiatr nie śpiewają. Tylko ja tu zakłócam, niczym innym nie zmąconą ciszę...

Czasem morze wyrzuca na brzeg trawę. Jest sztywna, jak nasze sitowie. Plażowi ją uprzątają, ale nawet pozostawiona na piasku, nie gnije, lecz wysycha. Dzieci plotą z niej warkocze.
W oddali widać dwie latarnie u wejścia do portu jachtowego, pływające katamarany oraz statki pirackie. Podoba mi się. W ciągu dnia nie jest nudno, ani monotonnie. Słychać śmiech turystów zrzucanych brutalnie z banana do wody, latają kolorowe spadochrony. W sąsiedztwie wypożyczalnia sprzętu wodnego.
Plaża ogrodzona sznurkiem. Daje to poczucie bezpieczeństwa i kameralności. Nikt obcy poza sznurek nie wejdzie. Jaką pamięć do ludzi muszą mieć ochroniarze, skoro bezbłędnie rozpoznają turystę z innego hotelu. "Obcy" mogą spacerować tylko na linii morza i piasku. Na każdy krok w bok rozlega się gwizdek ochroniarza, a jeśli wejść poza ogrodzenie próbuje miejscowy Tunezyjczyk, to i słowna "wiązanka" leci w jego kierunku.

wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 76484
O blogu: Podróż - pierwszy krok do fascynacji. *Retrospektywne spojrzenie na Egipt oraz *Tunezja marzeń - wyruszajmy moja Siostro.
![]() |
| Tunezja. Port El Kantaoui |
![]() |
| Tunezja. Hotel Hannibal Palace |
![]() |
| Majowa Tunezja |
![]() |
| Urok rzymskiej mozaiki |
![]() |
| Zimowa Sahara |
![]() |
| Barwy morza w zatoce Al Hammamet |
![]() |
| Tunezyjski |
![]() |
| Tunezyjski |
![]() |
| Hammamet Yasmin - "Hińskie pętlowanie |
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
| « luty » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
