Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

... wycieczka na Górę Mojżesza

sobota, 06 lutego 2010 11:35
      
       Wycieczkę na Górę Mojżesza 
rozpoczyna się o drugiej w nocy, by zdążyć przed wschodem słońca. Każdy chce zobaczyć pierwsze jego promienie. Trzeba spieszyć się, aby zająć odpowiednie miejsce widokowe. Trwa więc na tej świętej górze swego rodzaju walka o każdy najlepszy centymetr widokowego miejsca. Nie uda się tam pobyć w ciszy, skupieniu, zadumie i samotności. Setki osób. Z plecakami, kamerami, aparatami fotograficznymi, walkmenami nawet, niektórzy także z Biblią. Nikt z turystów bawiących na Synaju, tych, którzy zdali się na ofertę turystycznego przemysłu, jednak chyba nie idzie tam dla modlitwy i pokuty. A jeśli nawet, to jego modlitwa nijak się ma do „niepokutnego" zachowania.
        Ponad trzy tysiące stopni, które kiedyś wykuł mnich, jako rodzaj pokuty, z pewnością nie miało być ścieżką turystów pędzących po ... sfilmowanie wschodu słońca. Wspinaczka trwa niecałe trzy godziny. Powolniejsi potrzebują trzydzieści minut więcej. Odbywa się wśród krzyków sprzedawców coca-coli i żwawo wspinających się po lepsze miejsce na szczycie, taranujących i spychających ze skalnych stopni  innych turystów. Im wyżej, tym bardziej stromo, tym większe zmęczenie i wyższa cena coli. Na samym szczycie jest zimno, więc kwitnie „ocieplający" biznes. Zmarzniętych otulą kocem, a zmęczonym podścielą matę, by usiedli i odpoczęli.
        A kiedy już wschodzi słońce, niektórzy turyści zaczynają śpiewać swoje hymny. Grupa polska intonuje religijną pieśń „Kiedy ranne wstają zorze". Jestem zdziwiona, że w tym turystycznym „show" potrafią dopatrzyć się duchowości do tego stopnia, że aż wyzwala to chęć śpiewu religijnej pieśni. Choć wiem, że górę tę utożsamia się z miejscem biblijnym, w którym Mojżesz otrzymał od Boga tablice z Dekalogiem, zaś szczyt góry miał być miejscem oddawania czci Bogu, to w żadnej mierze wycieczki tej nie udało mi się podnieść do rangi wielkiego duchowego przeżycia. Krajobrazowo także nic szczególnego. Po pierwsze - wyprawa jest w nocy, a zatem widoków nie ma, zaś wschodu słońca  ani panoramy  w świetle jego promieni  nie zobaczyłam, brutalnie zepchnięta przez turystę z kamerą, nazywającego siebie pielgrzymem. Zanim pozbierałam obolałe kości, już trzeba było schodzić, zaś śpiewane różne hymny... głośne modlitwy... pieśni na cześć... w zderzeniu z panującą atmosferą przepychanek i handlu ... zniesmaczyły mnie po prostu. Może dlatego, że wolałabym być w otoczeniu ludzi wsłuchujących się w swoje własne myśli i umożliwiających to samo innym czynić? A może po prostu nieładnie brzmią nakładające się na siebie hymny narodowe wyśpiewywane na zasadzie przekrzyczenia wycieczkowiczów innej narodowości? A może dlatego, że głośne - jakby na pokaz - modlitwy w różnych językach, trudno było odebrać z należnym modlitwie szacunkiem?
        Wyrażanie zachwytu wschodem słońca, czy okazywanie radości na widok jego pierwszych promieni w różnonarodowej i wielokultulorowej grupie mogło by być jakieś... inne... Tylko jakie? Może w sposób jednakowy dla wszystkich? Choćby nawet oklaski, które zachwyt na całym świecie wyrażają? A może raczej cisza, bo jednak przybywają tu także prawdziwi pielgrzymi!

       Choć niektórzy mawiają,  że na Górze Mojżesza o wschodzie czują, jakby rodził się świat,  jest to jedyna wycieczka, której ja miło nie zapamiętałam. Mam jednak nadzieję, że moje wspomnienie jest incydentalne. Tak może trafiłam pechowo?

A może dla mnie po prostu... świat rodził się  w bólu... moich licznych potłuczeń?
Cóż... wszystko przecież rodzi się w bólu...


Rady:

- Warto zabrać ciepłe ubranie (niezależnie od pory roku na szczycie góry jest zimno) i wygodne buty.

- Do zwiedzania klasztoru św. Katarzyny konieczny jest odpowiedni ubiór (zakryte ramiona i nogi).

- Nie wybierać się w okresach turystycznych szczytów i jeśli jest możliwość, to spróbować na własną rękę,  a nie z wycieczką zorganizowaną.

- W  klasztorze św. Katarzyny, znajdującym się u stóp góry, można przenocować. Może więc lepszą  byłaby wyprawa z noclegiem?



komentarze (5) | dodaj komentarz

...baśniowe Sharm El Sheikh. Nie tylko pozory.

czwartek, 21 stycznia 2010 14:22

Poprzednie teksty o Sharm El Sheikh  tutaj i tutaj  

 

       Chociaż Sharm El Sheikh  (Egipt, pólwysep Synaj) uchodzi za plastikowe miejsce pozorów, jest niewątpliwie niezwykłym osiągnięciem turystycznym. Jak już wcześniej pisałam, wszystko tutaj jest przygotowane na przyjęcie turystów, a kurort chyba projektował przybysz z baśni tysiąca i jednej nocy, w dodatku znawca psychiki i potrzeb turystów. Ludzka natura już taka jest, że uwielbia baśnie i pozory, a cieszące się popularnością Sharm jest tego dowodem.  Zapewnia turystom wygodę i relaks ze wszystkimi wynalazkami światowych dobrodziejstw,  a jednocześnie pozwala posmakować egzotyki, choć czasami jest ona wyreżyserowana na potrzeby przemysłu turystycznego.  W połączeniu z prawdą: morze, słońce, rafy, pustynia, to jest chyba to, czego turysta potrzebuje. Sporo osób lubi  poznawać regionalne klimaty, podziwiać naturę, ale mało kto chciałby smakować to wszystko mieszkając w lepiance nad Nilem, albo razem z kozą na dachu niedokończonego budynku w centrum dzielnicy arabskiej. Dla takich turystów właśnie stworzono Sharm - kurort wielu pozorów, baśni i mitów, gdzie nic nie jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka.

Nawet Szarm al - Maja (potocznie:Old Market), czyli pierwotna część miasta, gdzie istnieje niewidzialna granica pomiędzy tym, co na „sprzedaż", a prawdziwym życiem ludności - przeważnie pracowników hoteli i sklepów, a także robotników. W  ich prawdziwe życie żaden turysta nie jest w stanie wtargnąć, zintegrować się i wtopić będąc niezauważonym. Nazwałabym to... Mentalnym terytorium, na które obcy nie ma wstępu. Mimo to, warto wyruszyć poza enklawy hotelowe. Chociażby na herbatkę do „Nibybeduina", który opowie o wędrownym życiu, o odwiecznym prawie pustyni, czyli nakazie gościnności, a po naszym odejściu przebierze się w „cywilne" ubranie i pomknie do hotelu, w którym pracuje.

       Można też pospacerować uliczkami, na których toczy się prawdziwe życie. Poznać piekarza, fryzjera, szewca... Uroczo jest w nocy, kiedy taksówkami i ostatnimi busami odjadą już tłumy turystów, sklepikarze nastawieni na turystykę pozasłaniają swoje błyszczące witryny i udadzą się do knajpki, by zapalić fajkę wodną. Wtedy można w zupełnie innym nastroju i klimacie napić się miętowej herbaty, siedząc - jak wszyscy tam, przodem do ulicy i chłonąć jej unikalny klimat.

 

Sharm. Old Market

 


      Szczególnym miejscem jest knajpka Sadiki na Hadabie z widokiem na morze i rozgwieżdżone niebo. Także Alf Laila wa Laila, która nazywana jest Fantazją. Bardzo kiczowata za dnia, rzekłabym, ale nocą przeistacza się w sympatyczne, nastrojowo oświetlone miejsce. Pokazy tańców, które się tam odbywają są na wysokim poziomie i choć raz warto jej obejrzeć.

       Uroczy także jest spacer na latarnię morską. Pilnuje jej dziadek, który za bakszysz pozwoli wejść, by zobaczyć z góry klif Ras Om El Sid. Najlepiej uczynić to o zachodzie słońca.  Latarnia w Sharm nie jest w żadnej mierze tak potężna i piękna, jak latarnia morska na Faros, ogłoszona siódmym cudem świata, ale niezapomniany widok gwarantowany.

Zdjęcia. Sharm - Naama Bay

27 stycznia 2010.

autor: Duch. Ja Sharm El Sheikh kojarzę raczej z pięknymi rafami koralowymi. Każdy jedzie tam po coś innego. Ale to jest takie miejsce, że można ponurkować, poopalać się, zapalić sziszę, wejść na górę Synaj itd.
Mimo, że to nie jest taki tradycyjny Egipt to każdy znajdzie coś dla siebie.
Hm, cały czas nurtuje mnie, dlaczego w knajpach siedzi się przodem do ulicy?


autor: Aneta. Sharm jest dość specyficzne, daleko mu do uroku typowo arabskich miast. Old Market też się zmienił. Jest już bardzo komercyjny z chińską tandetą. Wszystko jednak rekompensują bajeczne rafy. Zwiedzać też jest co. Ja jednak wolę Hurghadę jako miasto. Postaram się dowiedzieć o co chodzi z tymi knajpkami :)

autor: Aneta. Z knajpkami to jest na zasadzie kina, tyłem do ulicy nic nie widać. Znaczy siedzą i oglądają. Taką dostałam odpowiedź. Chyba o to chodzi.

komentarze (36) | dodaj komentarz

Konkurs 'Blog roku 2009'

poniedziałek, 11 stycznia 2010 10:09
 D00167 __

       Czyż obrazek, prezentujący kategorię tematyczną, w której startuje mój blog, nie wygląda  pięknie? A jak wspólgra kolorystycznie z blogiem...

       'Afryka moja' startuje w konkursie 'Blog roku 2009'. Głosowanie od 12 do 21 stycznia 2010 do godz.12. Numer tego bloga to D00167 - po literze D są dwa zera. Jeśli chcesz oddać głos, wyślij SMS o treści D00167 na numer 7144. Koszt SMS 1,22 zł brutto. Tak mało... a ileż radości...


21 I 2010.   Do trzeciego etapu "Afryka moja" nie przeszła.
Bardzo dziekuję za wsparcie i każdy SMS! Jesteście kochani!

komentarze (29) | dodaj komentarz

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra w Egipcie

sobota, 09 stycznia 2010 9:27

WOŚP po raz pierwszy pod piramidami w Gizie!

więcej o Finale XVIII WOŚP w Egipcie - TUTAJ



Grajcie kochani, gdziekolwiek w świecie się znajdujecie!

komentarze (7) | dodaj komentarz

2010

sobota, 02 stycznia 2010 17:10

Szczęśliwego Nowego Roku!
Happy New Year!


        Rok 2010 będzie zapewne okazją do licznych podsumowań i analiz dotyczących Afryki. Upływa bowiem półwiecze od roku 1960, nazwanego ROKIEM AFRYKI - przełomowym dla dziejów tego kontynentu i dekolonizacji. Powstało wtedy 17 państw, które proklamowały niepodległość od kolonialnych mocarstw.

* * *

      

       Tak, w roku 1960 wiele państw afrykańskich uzyskało niepodległość, lecz smutne jest to, że w wielu z nich toczyły lub toczą się bratobójcze walki. Autor: tomaszkargul


       Oby ten rok był lepszy dla Afryki, bo ostatnie pełne były wojen, zamieszek i głodu, zarówno w czarnej, jak i arabskiej części kontynentu. Autor: Nola


       Widziałam w nocy straszny film o dzieciach Afryki, które są przemocą mobilizowane do wojska. Po prostu straszne. Byłam wstrząśnięta. Głód i okropna nędza to jeden z głównych powodów, dla których dzieciaki wstępują do oddziałów zbrojnych i zamieniają się w morderców. Autor: pleciugapleciugowska


        Widzimy Afrykę jako kraj egzotyczny, zadziwiająco piękny. Turyści są wiezieni do wiosek na pokaz, gdzie nie ma dzieci z brzuszkami wydętymi z głodu. Bogate kraje, aby utrzymać wysokie ceny żywności, wyrzucają nadwyżki do morza, choć można by nimi wyżywić niejeden biedny kraik.
Wydaje mi się, że do końca wieku świat nie upora się z afrykańską biedą. /.../ Afryka sama dałaby sobie radę, gdyby nie wieczne wojny plemienne, gdyż po II wojnie światowej podzielono ją na państwa przy pomocy linijki. Wystarczy spojrzeć na mapę, nigdzie na świecie nie ma tak równiutkich granic.
Autor: Anna

komentarze (11) | dodaj komentarz

... idą swięta

środa, 09 grudnia 2009 18:04
       Zbliżają się święta. W wielu krajach rozbłysły już ogromne choinki. W supermarketach spacerują ‘Mikołaje', zachęcając do wydawania pieniędzy. Czas Świąt Bożego Narodzenia - to okazja do przeżywania radosnych chwil, obdarowywania się prezentami.
Nie dla każdego.
Dla niektórych mieszkańców naszej Ziemi, w tym dla wielu Afrykańczyków, to dni, jak wszystkie. Dni wypełnione walką o przetrwanie, błaganiem o okruszek pożywienia i kroplę wody. Podczas, gdy część świata w święta się raduje, zasiadając do suto zastawionych stołów, inni umierają z głodu, nie doczekawszy się pomocy. Zapomniani przez rządy, możnowładców, a nawet zwykłych ludzi.
   Na całym świecie, według danych ONZ, głoduje ponad 900 milionów ludzi, czyli co szósty mieszkaniec naszej planety. W Afryce najgorzej jest na południe od Sahary, gdzie niedożywionych jest 26 milionów dzieci. Wielu mieszkańców musi zadowolić się jedną miską ryżu raz na dwa, trzy dni. Żywności brakuje także w 6 krajach na północnym zachodzie i zachodzie Afryki.
        Pomimo głodu, trudnych warunków życia, Afrykańczycy obchodzący Święta Bożego Narodzenia, potrafią się jednak bawić, świętować. W jednych krajach to czas odwiedzin sąsiadów, przygotowywania specjalnej zupy, a także tańców i wielkiej zabawy. W innych dzieci dostają nawet importowaną czekoladę i ciastka od ‘Bożonarodzeniowego Ojca' /odpowiednik naszego Mikołaja/. Gdzie indziej znowu czas Bożego Narodzenia zbiega się z wakacjami szkolnymi. Przeważnie jednak wakacje nie są beztroskie dla dzieci. Wolą chodzić do szkoły. Jeśli nie są w szkole, muszą ciężko pracować. Inne afrykańskie dzieci na święta otrzymują nowe ubranie. Czekają na nie cały rok i z ubraniowych prezentów potrafią czerpać wielką radość.

       

       Kiedy tak przystrajam mieszkanie i zastanawiam się, jakie prezenty przygotować pod choinkę, tak sobie myślę, czy zwykły człowiek jest w stanie pomóc chociaż na małą skalę, skoro wielcy tego świata nie dają rady, czy może nie chcą rozwiązać problemu globalnie?
       Można przekazać złotówkę tu... Czy tam... Zanim ta złotówka zamieni się jednak w łyżkę kaszy, przejdzie przez tyle kont bankowych, że po drodze może zrobić się z niej grosik. I czy w ogóle to rozwiązuje  problem, czy tylko poprawia samopoczucie, że z okazji świąt zrobiło się coś dobrego?

Nie wiem... Zupełnie nie wiem...

komentarze (28) | dodaj komentarz

... aranżacje, dekoracje, inspiracje

niedziela, 29 listopada 2009 18:23

Ludzie od wieków lubują się w detalach i szczegółach,
aranżując je w miłe dla oka kompozycje.

Tak było... i tak jest.




























komentarze (18) | dodaj komentarz

...hotel Hannibal Palace - dalszy ciąg relacji z Port El Kantaoui

środa, 11 listopada 2009 15:36

       Hannibal Palace to pionier. Kiedy ponad 30 lat temu sułtan postanowił budować nad morzem hotel, w miejscu obecnego Port El Kantaoui, oprócz brązowej, spękanej ziemi nie było nic. Miałam okazję być na prezentacji dokumentalnej. Widziałam tylko koparkę, dźwig i zwały przerzucanej ziemi, a także poszczególne etapy budowy "Hannibala". Nie widziałam palm, trawy, kwiatów, ani jakichkolwiek budynków. Obok tego hotelu - pilota powstał port jachtowy, a potem liczne pensjonaty i inne hotele, restauracje oraz sklepy. Bogaci zaczęli stawiać tu swoje przepiękne wille. Dlatego Port El Kantaoui jest nazywany dzielnicą willową miasta Sousse.






       Hotel był kiedyś 5 gwiazdkowy, ale Ministerstwo Turystyki odebrało mu  jedną gwiazdkę. To dobrze, bo dzięki temu mogłam sobie pozwolić na przebywanie tu. Last minut na pobyt dwutygodniowy z wyżywieniem HB /śniadania i obiadokolacje w postaci szwedzkiego stołu i gorących bufetów/, przelotem, transferami do hotelu i na lotnisko, opłatami lotniskowymi, korzystaniem z całej hotelowej infrastruktury i ubezpieczeniem można było znaleźć za niecałe dwa tysiące złotych.




       
       Wejście do "Hannibala" jest dość reprezentacyjne. Uwagę zwraca ogromna ilość marmuru, dającego poczucie chłodu. Po obu stronach wejścia,  można ochłonąć w arkadowych kącikach tak zmyślnie zaprojektowanych, że nigdy do nich nie dociera słońce, choć palmy mają go na tyle, by bujnie rosnąć i cieszyć się ciepłem. Nazwałam je schowkami przed żarem słonecznym.










"Schowki"




       Hol z lobby barem także robi wrażenie. Wygodne fotele, stylowe stoliki, elegancko ubrani panowie w recepcji.  Wszystko dopracowane w najmniejszych detalach i lśni! Po prostu lśni! Jedynie przemieszczający się po marmurach turyści w slipkach, albo ręcznikach jakoś nie pasują do tego wystroju. Jakby z innej bajki byli. Cóż, przyjechali na wypoczynek, czują się więc swobodnie, albo pomylili hotel z domkiem kempingowym. A co tam! Są wakacje! Nic mnie więc nie dziwi i nie przeszkadza. No może trochę w windzie się skrzywiłam, kiedy przyszło ocierać się świeżą sukienką o czyjeś naoliwione plecy lub uda. Nie grymaszę jednak, mam przecież schody i z windy nie muszę korzystać. Z kolacji, panowie w gaciach, są wypraszani. Obowiązują spodnie.

       Centralna część hotelu zbudowana na planie koła, z licznymi wyjściami na zewnątrz, a od niej, niczym rozgwiazda, rozgałęzia się sześć okazałych skrzydeł z pokojami dla gości.



hol

hol  

 

       Kiedy tak sobie chodzę po tym holu dookoła i fotografuję, odkrywając coraz to nowe detale ozdabiające wnętrze, niespodziewanie w kadrze wyłania  się mężczyzna ubrany jedynie w... ręcznik! Traktuję to zdjęcie  jako osobliwą  'ciekawostkę' - zderzenie lśniącej elegancji reprezentacyjnego miejsca z błyszczącym - naoliwionym nagim torsem i męskością nakrytą ręcznikiem zawiązanym pod brzuchem. Niektóre panie nawet do recepcji i kantoru wymiany walut udają się w bikini, choć drogę z plaży do tych miejsc wprost zagradzają prysznice, umywalnie i przebieralnia oraz takie oto toalety:



 

 

       Pomimo sułtańskiego - marmurowego bogactwa i personelu hotelowego pod krawatem, dzięki tym turystom rzucającym się w oczy, atmosfera zdaje się być  swojsko - sielska, jak przed domkiem z dykty na wczasach FWP.
Kończę ten 'wątek toaletowy', bo to nieładnie zwracać uwagę na innych i obgadywać. To wakacje przecież!

 

hol przy recepcji

 

 

hol, wyjście na plażę





       Pokoje tak okazale nie wyglądają. Raczej skromne i naznaczone zrębem czasu. Są jednak wygodne, w zupełności wystarczające. Bardziej wymagający turyści mogą zamieszkać w apartamencie  z sypialnią, salonem, barem, obszerną łazienką i spać na chłodnym  - marmurowym łożu, snem spokojnym...  jak na katafalku.
Pomimo centralnego położenia hotelu, nie dociera tu najmniejszy nawet szmer z ulicy, portu, deptaków i parków rozrywki.



 

 

okrągłe łóżko marmurowe


apartament


       Zarówno mnie, jak i moją siostrę zadawala zwyczajne łóżko  w pojedynczym pokoju z łazienką. Apartament więc wykorzystujemy tylko do zdjęcia. Odwdzięczając się przemiłej pani pokojowej, za trud otwarcia i pokazania pomieszczeń, bakszyszem, dziękujemy i udajemy się do "siebie". Tu czujemy się lepiej.  Po co zresztą udawać kogoś, kim się nie jest i uchodzić w oczach pracowników hotelu za osoby zamożne.

 

      

 

        Pokój jest świeżo wyremontowany i czysty. Pan pokojowy szanuje naszą prośbę, by prześcieradła i narzuty nie zaciągać pod materac. Za dużo trudu sprawia potem wyciąganie /ech... to lenistwo na wakacjach.../ Chyba mu nawet to na rękę. Ma mniej roboty.
Nie wymagamy zresztą zbytniej troski o nasz pokój i zwykle na klamce wieszamy tabliczkę "STOP". Czasami zapominamy to uczynić, a wtedy dowcipny pan pokojowy, po uprzednim wysprzątaniu pokoju i zasłaniu łóżek po swojemu, w rewanżu sam wywiesza "stopa" i zza filaru obserwuje naszą reakcję, gdy wracamy z plaży. Widząc rozbawienie i słysząc głośny śmiech, ujawnia się i radośnie  okazuje zadowolenie ze swojego żartu.



 

 

       Na forach turystycznych poszukiwane są informacje o hotelach. Szczególnie osoby wybierające się na urlop z dziećmi starannie wybierają miejsce wakacyjnego pobytu.  Otóż ja tego hotelu nie polecam dla rodzin z dziećmi. Brak jest placu zabaw, zjeżdżalni, huśtawek. Zbyt długi odstęp czasu między śniadaniem i obiadokolacją, która rozpoczyna się dopiero o godzinie 19:00. Według mojej oceny jedzenie jest bardzo dobre, ale osoby z dziećmi skarżyły się, że dla ich milusińskich nie ma specjalnego wyboru, za przykład podając brak frytek /ziemniaki serwowano co najmniej w 4 postaciach, z wyjątkiem frytek/  i pizzy. Mnie się wydawało, że i dla dzieciaczków jest co wybrać z bufetu, ale zapomniałam, że to frytki i pizza bywają obecnie podstawą dziecinnej diety.

       Kto  lubi urlopować zimą, albo woda w basenie i morzu okaże się zbyt chłodna dla dzieci, nie znajdzie tutaj krytego basenu.

      

       W ramach "room serwice 24/24" można zamówić między innymi: sandwich z serem  lub roasbeef za 7,000 dinarów; omlet - 8,000 dinarów; spaghetii bolognaise - 9,500;  spaghetti napolitaine - 8,500;  kurczak z sosem z szalotek i grzybów z dodatkiem białego wina (Poulet Sauce Chasseur) - 10,500; kawa cappucini - 2,500; kawa express - 2,200; sok ze  świeżej pomarańczy - 6,000; herbata - 2,000; coca, woda mineralna, schweppes - 2,200; coca light, woda mineralna gazowana - 2,500; piwo Celtia - 4,000; różne drinki - w cenie od 4,000 do 6,000 dinarów.; lody - 4,000. Trzy miejsca po przecinku dlatego, że dinar ma tysiąc "groszy". Często w cennikach brak jest przecinka, więc nie należy zrażać się, że cena czegokolwiek wynosi tysiące dinarów.

Na przykład 2 500, to dwa i pół dinara.

       Dla porównania ceny w   Magasin General  - sklepie przypominającym nasz samoobsługowy PSS,  obowiązujące od 25 czerwca do 12 lipca 2009: półtoralitrowa woda mineralna  -  od 0,310 do 0,450; nektary  po 1,520;  soki w kartonach jednolitrowych - 0,895;  cola w puszce - 0,430, napoje cytrynowe i pomarańczowe w puszkach - 0,490.

 


      

       Gdybym miała ocenić "Hannibala" jednym zdaniem, to powiedziałabym, że największym jego atutem jest rewelacyjne położenie, łączące relaksową sielankę, wprost ciszę i święty spokój, z morzem, portem jachtowym i tętniącym turystycznym życiem Port El Kantaoui.  Nie wyobrażam sobie wygodniej położonego hotelu.

 

komentarze (29) | dodaj komentarz

... Zemsta faraona inaczej

niedziela, 18 października 2009 15:30
      
        Na blogu Wędrownej Mrówki ukazał się ciekawy tekst o zemście faraona ...inaczej. Polecam wszystkim zainteresowanym: Zemsta-Faraona.


Cytuję fragment z blogu Bet:

''Z rozkosznie zimnego autokaru wychodzimy na rozpaloną słońcem płytę parkingu nieopodal Świątyni Karnak. Żar leje się z nieba, asfalt parzy w stopy ale... jest twardy, nie lepi się i nie rozlewa tak jak nasz, europejski. Notuję to spostrzeżenie w pamięci i wyruszam na spotkanie z wiekowymi posągami.

 Fragmenty murów świątyni pokryte plątaniną hieroglifów, niektóre zachowały autentyczne barwy, można dotykać i przytulać się do tych, magicznych przecież , kamieni... Pamiętają one dotyk rąk Starożytnych Egipcjan, a teraz dotykam ich ja.... chcę zadumać się i przenieść w wyobraźni w tamte czasy... ale jak można się skupić, gdy wciąż obok przechodzą kolejne grupy różnojęzycznych, hałaśliwych turystów. Uwaga musi się skoncentrować na Osobie Przewodnika, aby się nie zgubić w tłumie. Nawet zdjęcie trudno wykonać, bo atrakcyjne budowle nigdy nie są wolne od podziwiających je ludzi !!! Jak tu pogadać z duchami starożytnych ? Rozpaczliwie szukam nadziei u Świętego Skarabeusza. Mam mu do przekazana poważne ostrzeżenie z powodu nie spełniających się za jego pośrednictwem życzeń. Posłusznie wędruję wokół posągu, wymagane 7 razy. Ale już nie mam sumienia robić mu wyrzutów, bo widzę tłumy podobnych do mnie ''petentów'' i już wiem , że Biedak po prostu ''nie wyrabia'' ! Za dużo... za kolorowo... za bardzo różnojęzycznie...

Widać, jak mu smutno ...

Jedziemy dalej. Przed nami wzgórza świątynne Al-Deir Al-Bahari Temple.

           Monumentalna budowla, kolumny i posągi - ale dostępu do niej bronią rozchichotani i nachalnie domagający się pozowania do foto, strażnicy. Irytujące. Nie sposób spokojnie pooglądać, pomyśleć... bo ktoś ciągnie cię za rękę domagając się... oczywiście bakszyszu... Trzeba ruszać dalej....

Przed nami Dolina Królów... Tu na pewno znajdę spokój i okazję do kontemplacji... Ach, próżne nadzieje. Wita nas groźny napis informujący o zakazie fotografowania! Można wejść do grobowców i pooglądać ściany ozdobione hieroglifami oraz miejsce gdzie leżały Mumie. Czasu mamy dość, nie ma tu tłumu turystów ale... atmosfery dawnych wieków nie czuję... co jest ??? Zemsta Faraonów? Perfidna kara za zakłócenie spokoju i wtargnięcie na teren Wiecznego Spoczynku ???

Taka teoria wykluwa się w mojej głowie... Już wiem, że prawdziwa Zemsta Faraona nie ma nic wspólnego z chorobą żołądka. To choroba duszy, której nie pozwolono poczuć klimatu minionych wieków...''



       Zupełnie zgadzam się z autorką i jej nowatorskim podejściem do choroby zwanej zemstą faraona.


To bardzo trafne spostrzeżenie. Pozwolę sobie ustosunkować się do odkrycia Bet.

Na wycieczce trudno jest skupić się, zadumać...

Dlatego 'plecakowicze' lubią zwiedzanie na własną rękę, sprytnie omijając liczne grupy zorganizowane.  Dzięki temu nie tylko patrzą, ale widzą i mają sposobność do przeżywania.

Ale nie o tym chcę napisać, bo każdy zwiedza, jak możliwości mu na to pozwalają.

Otóż bulwersuje mnie kwestia ochrony skarbów starożytnej cywilizacji, a wręcz ich niszczenie.

Wydaje mi się, że Egipcjanie  mało dbają o swoje dobra kultury narodowej, stawiając na wielki przemysł turystyczny, który swym rozmachem tratuje ocalałe resztki świątyń i grobowców.


        Muzeum kairskie jest bez  klimatyzacji  - eksponaty ulęgają niszczeniu. (Jeśli coś się w tej kwestii zmieniło. to proszę o sprostowanie).


       Piramidy w Gizie i Sakkarze -  to  jeden wielki szalet ogólnoświatowy! Nie wspomnę o tym, że z zewnętrznych płyt piramidy ułożono drogę.


       Dolina Królów - zadeptana przez miliony turystów, a grobowce, pomimo zakazów i tak są wewnątrz fotografowane i naświetlane setkami fleszy. Przecież za dolara można wszystko!!!


       Tama  Asuańska, to chyba największa inżynierska  pomyłka.


       Nil stał się jednym wielkim ściekiem - drogą dla  przemierzających go nieustannie statków - hoteli. W rzece jest dosłownie wszystko. Tylko krokodyli brak (podobno są dwa w delcie Nilu). 


       W okolicach Hurghady już prawie nie ma raf koralowych. Wyginęły zniszczone przez masowy przemysł nurkowy i ścieki hotelowe.


       Czy egipscy decydenci tego nie widzą?  Dlaczego światowe organizacje nie ingerują? Przecież to wszystko należy także do Świata! Nie tylko do Egiptu!


       Przewodniczka mówiła, jakie ogromne zbiory niszczeją w przepastnych piwnicach kairskiego muzeum, zamulanych przez wody Nilu oraz wodę gruntową, której poziom podniósł się po wybudowaniu wielkiej tamy asuańskiej. Potrzeba archeologów, aby znowu te skarby odzyskać i oczyścić, a także egiptologów, by je zinwentaryzować i opisać. Nie ma ich, czy świat się po prostu tym nie interesuje? Rozumiem, że bardziej widowiskowe i prestiżowe jest odkrycie w pełnym słońcu  czegoś nowego, a nie babranie się w błocie w piwnicy, ale... O co tu chodzi? Nikomu na świecie na tym nie zależy? Brak jest studentów archeologii i egiptologii na praktyki do piwnicy?


Tak! Wszyscy po trochę zasługujemy na zemstę, a Bet słusznie zauważa, że musi być  jakaś kara wymierzona przez faraonów!
Szkoda tylko, że spadła na tak niewinną i wrażliwą, jak Bet, turystkę...

''Cóż, może sobie na to zasłużyliśmy???''


- takim zapytaniem Bet kończy swoją relację z podróży do Egiptu.

Ja odczytuję to jako wielkie wołanie do świata

i przyłączam się do chóru bijących na alarm!



komentarze (36) | dodaj komentarz

...plaża Hannibala. Port El Kantaoui.

wtorek, 15 września 2009 13:23

       Hotel Hannibal Palace swym ogrodem wchodzi wprost na plażę. Trudno sobie wyobrazić lepiej zintegrowany z plażą hotelowy ogród. Chociaż niektórzy turyści narzekają, że plaża zbyt mała, mnie to wcale nie przeszkadza, ponieważ do plażowych terenów rekreacyjnych zaliczam też ogród z basenami, kortem tenisowym, boiskiem do siatkówki, barami... i na odwrót - plażę do całej hotelowej infrastruktury. Czy jestem nad samym brzegiem morza, czy w barze, czy na tarasie hotelowym, czy nad basenem, wszędzie mam bliziutko, widzę i słyszę morze, czuję morską bryzę...
      Pogoda udana nadzwyczaj. Aura nie skąpi orzeźwiającego wiatru i obłoków na niebie, a śródziemnomorska woda idealna do kąpieli. Na tyle ciepła, by moczyć się w niej nieustannie, bez nieprzyjemnych dreszczy  oraz szczękania zębami i na tyle chłodna, by nie czuć się, jak w garnku zupy. Wszystko zatem w sam raz!
Przed moim wylotem do Tunezji, blogowicz Jerzy życzył mi chmur na niebie. To były dobre życzenia i się spełniły. Gdyby tak można było u Jerzego życzenia zamawiać, to chętnie skorzystam w przyszłości, skoro mają taką sprawczą moc.



       Jak wszędzie, gdziekolwiek byłam, wcześnie rano lub poprzedniego dnia turyści rezerwują leżaki. Nie brakuje przecież miejsc do wylegiwania się, ale każdy chce opalać się w pierwszej linii od morza. I nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby nie to, że całymi dniami naznaczone ręcznikami leżaki stoją odłogiem, podczas gdy właściciele tych ręczników są na wycieczce i często po dwa - trzy dni z plażowania nie korzystają.


       Poddaję się zwyczajowi naznaczania leżaków i wcześnie rano rezerwuję dwa  w pobliżu palmy.  Do morza i tak przecież blisko z każdego miejsca. Pod palmą miło... I cienia więcej... I ochroniarz obok na betonowym podeście pod zadaszeniem ma swoją siedzibę.  Nigdy nie rezerwuję poprzedniego dnia. Skąd mogę wiedzieć, czy nazajutrz będę z leżaków korzystać?
Kiedy cienie rzucane przez parasole i palmy stają się krótsze, przenoszę się z siostrą w rozkoszny cień pod dach do ochroniarza.
Chętnie tu odpoczywają panie masażystki, rozpoznawalne po białych garniturach i  plastikowych ochraniaczach na butach.
Na podeście wygodnie grać w skrable. Dużo radości i śmiechu bywa, gdy do gry przyłączy się osoba obcojęzyczna.
     

 

 

       W nagrodę za wczesne pobudki, na plaży otrzymuję dar ciszy i spokoju. Budzące się ze snu słońce rzuca na taflę morza oślepiający blask. Nie widać horyzontu, tylko bezkres w niekończącej się bieli... O poranku ani morze, ani palmy, ani wiatr nie śpiewają. Tylko ja tu zakłócam, niczym innym nie zmąconą ciszę...


         

       Czasem morze wyrzuca na brzeg trawę. Jest sztywna, jak nasze sitowie. Plażowi ją uprzątają, ale nawet pozostawiona na piasku, nie gnije, lecz wysycha. Dzieci plotą z niej warkocze.



       W oddali widać dwie latarnie u wejścia do portu jachtowego, pływające katamarany oraz statki pirackie. Podoba mi się. W ciągu dnia nie jest nudno, ani monotonnie. Słychać śmiech turystów zrzucanych brutalnie z banana do wody, latają kolorowe spadochrony. W sąsiedztwie wypożyczalnia sprzętu wodnego.     

       Plaża  ogrodzona sznurkiem. Daje to poczucie bezpieczeństwa i kameralności. Nikt obcy poza sznurek nie wejdzie.  Jaką pamięć do ludzi muszą mieć ochroniarze, skoro bezbłędnie rozpoznają turystę z innego hotelu. "Obcy" mogą spacerować tylko na linii morza i piasku. Na każdy krok w bok rozlega się gwizdek ochroniarza, a jeśli wejść poza ogrodzenie próbuje  miejscowy Tunezyjczyk, to i słowna "wiązanka" leci w jego kierunku.

 




       Plażowy bar przeważnie świeci pustką. Szkoda, bo wystrój ciekawy, z widokiem na morze. Przed wejściem prysznice, ubikacje, umywalki, przebieralnie. Można więc przyjść wprost z plaży. O ile urok tego miejsca przyciąga, o tyle wygórowane ceny odstraszają plażowiczów. Nieopodal znajduje się inny bar, z leżankami  na piasku, baldachimami, poduchami i cenami o wiele niższymi.




       Z animacji tylko gimnastyka. To dobrze, bo nie lubię tych różnych wygłupów, zabaw, gier i występów na poziomie wiejskiej remizy strażackiej. Nie znoszę także  muzyki na plaży. Chcę słuchać morza, wiatru, rozmawiać z ludźmi. Głośna muzyka w moim  odczuciu nie harmonizuje z szumem morza. Ale gimnastyka  wodna przypadła mi do gustu. Świetnie prowadzona przez dowcipnego grubaska wspomaganego cienkim, jak patyk kolegą. Muzykę włączano tylko  na czas tych wodnych wyczynów.
       W wyjściowym ubraniu wypoczywa Tunezyjska ze swoim partnerem. Tak też  ubrana kąpie się, a po wyjściu z wody nie zdejmuje mokrego ubrania.


 


Ileż to razy przedreptałam,  obmywając nogi z piasku, ten brodzik, sprytnie zmontowany na ścieżce plaża - hotel - plaża. Chciał nie chciał - nogi umył...
Tędy też przemykałam nocą na randki z ... Księżycem.





komentarze (33) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Blog interaktywny. Zachęcam do komentowania, zapraszam ponownie.

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 76484

Wizytówka


Witam serdecznie. Mam nadzieję, że czas spędzony tutaj nie będzie daremnie stracony, Ela

Strona chyba najlepiej działa w przeglądarce Firefox.

O blogu: Podróż - pierwszy krok do fascynacji. *Retrospektywne spojrzenie na Egipt oraz *Tunezja marzeń - wyruszajmy moja Siostro.

„Lepiej niż woda i piwo, lepiej niż dym kadzidła w..świątyni i kaczki w..sitowiu Wielkiej Rzeki oddaję treść życia w..Egipcie, gdzie nic się nie zmienia z upływem czasu, lecz wszystko zostaje po..staremu." /Mika Waltari/


     Zapraszam także
     na opowiastki
     w cieple kominka

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 01.01.2010 14:24:03
  • autor: grycela
  • treść: Herbatkowa, nie mies...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Kalendarz publikacji

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Statystyki

Odwiedziny: 76484
Wpisy
  • liczba: 116
  • komentarze: 1091
Galerie
  • liczba zdjęć: 112
  • komentarze: 155
Księga gości: 57
Bloog istnieje od: 737 dni


od 29 XI 2009.

Co za niespodzianka! Welcome
Africa > Senegal i تونس‎ Tūnis. Nie spodziewałam się.   _________________________

Lektura wspomnień podróżników uświadamia, że darem ludzi jest umiejętność dostrzegania piękna świata. Interesujące może być wszystko: krajobraz, drzwi, człowiek, zapach, sposób zorganizowania wycieczki, słońce, krzew, ruiny (nie da się wszystkiego wymienić). Uzbierało się dużo też moich spostrzeżeń i..wspomnień. Szkoda, żeby zakopały się w..przepastnych archiwach pamięci. Myślę, że warto je pozbierać, by powstał i..mój mały "plecak z..przygodami". Widuję..często na różnych szlakach młodych ludzi. Myślę sobie: jednak chcą, jednak potrafią wyrwać się z murów miasta, zacienionych ogrodów hotelowych i wyruszyć na spotkanie fascynującej przygodzie. Rzecz w tym, by ludzie, którzy odnaleźli pomysł na zwiedzanie, doświadczyli go na własnej skórze, chcieli swoimi doświadczeniami podzielić się ze wszystkimi ciekawskimi świata. O..podróżach pisze się najlepiej, bo zawsze są ciekawe. Nie ma dwóch identycznych dusz na tym świecie. Ktoś ze zdwojoną siłą odczuwa zapachy, inny widzi barwy, a jeszcze ktoś inny kształty. Ale..wszyscy tak samo kochają podróże i potrafią czerpać z nich radość życia.

Nie da się zdefiniować tego, co nas porusza, co odczuwamy jako piękno i..czy to jest szczęście. Każdy człowiek odbiera je..inaczej. To, co nas porusza do głębi, jest wprawdzie osobiste, ale nie zawsze prywatne. Prawdziwa radość jest wtedy, gdy nie ukrywamy radości i szczęścia, lecz pokazujemy je światu i dzielimy się tym z innymi.

Linki

Bardzo ciekawie zapowiadający się nowy blog podrózniczy

Blog roku - konkurs

Blogi

Filmiki

Lista tematów - EGIPT

Lista tematów - TUNEZJA

Lista tematów - WSPÓLNE

I nie potrafię naprawdę powiedzieć, co w tej całej podróży było prawdą, a..co..fikcją, pozorem, bajką. Jak sen upłynęły te..dni i szybko jak mgnienie przeminęły i..już..ich nie ma.

Cytaty w tekstach o Egipcie pochodzą z powieści 'Egipcjanin Sinuhe' Miki Waltariego. „Tęsknię do woni smażonych ryb. Tęsknię do smaku egipskiego wina, tęsknię do wody z..Nilu z..jej zapachem żyznego mułu. Tęsknię za poszumem papirusowej trzciny w wieczornym wietrze, za kielichem lotosu, rozwijającym się nad brzegiem rzeki, za..barwnymi kolumnami i..posągami, za..obrazkowym pismem w..świątyni i za wonią świętego kadzidła. Tak...głupie  jest  moje  serce” ____________ Pod słowami Egipcjanina Sinuhe podpisuje się Ela